Wellbeing to system, nie benefit

Opublikowano 12 listopada 2025
2 min czytania
Wellbeing to system, nie benefit

🧗‍♂️ Próbowaliście kiedyś wbiec na szczyt po schodach ruchomych, które jadą w dół?

Ja próbowałam. I Ty pewnie też (psst… nie tylko jako dziecko!).

Na start to skakanie po schodkach brzmi fajnie, ale tylko przez chwilę.

Męczysz się. Trzeba być maksymalnie skupionym. Chwila nieuwagi i zrobisz sobie krzywdę. A do tego inni łypią z boku, co Ty wyprawiasz.

O czym mówię?

O tym, że Twoja “silna wola” to za mało w walce ze złą kulturą firmy. To jest walka, którą ja sama spektakularnie przegrałam.

Po moim ostatnim poście (long story short: przyjechałam na konferencję, udzieliłam wywiadu, wystąpiłam, a potem odebrała mnie spod budynku karetka) dostałam od Was setki wiadomości.

Piszecie:

🤵‍♀️ “Nicole, ja próbuję o siebie dbać. Ale calle mam tak ciasno, że nie ma czasu na toaletę, a co dopiero na lunch.”

👱 “Presja jest tak duża, że jedzenie byle czego nad klawiaturą to u nas norma.”

Wiem. Przeżyłam to na własnej skórze.

W kulturze “zapierdolu”, gdzie byłam maszyną do robienia wyników system był prosty:

❌ Calle od rana do wieczora (a jak szef dzwoni o 18:00, nie możesz nie odebrać, bo “się nie angażujesz”)

❌ Wstyd wyjść na przerwę obiadową, która teoretycznie przysługuje, bo “nikt nie wychodzi i wszyscy grzecznie siedzą”.

❌ L4? Lepiej nie, bo to “brak zaangażowania” i “zostawianie zespołu na lodzie”.

A na co dzień mdłości, mroczki przed oczami i ból głowy.

A potem… doświadczyłam pracy w ZUPEŁNIE innym miejscu.

Pamiętam, jak kiedyś miałam calla o 14:00.

Szef zapytał:

  • “A Ty już po obiedzie czy przed? Bo jak nie, to zjedz sobie nawet w trakcie. Mnie to nie przeszkadza, a ważne, żebyś czuła się dobrze i miała siłę”.

Zamurowało mnie.

To była firma, gdzie:

✅ “Spacerowe calle” (bez kamerek) były normą. Dla ruchu i przewietrzenia głowy. ✅ W kalendarzach były niepodważalne bloki „focus time”. ✅ W biurze stały bieżnie. Widok kogoś spacerującego na callu był normalny. ✅ Firma inwestowała w benefity żywieniowe, wychodząc z założenia, że “je każdy” - dostawaliśmy doładowane karty lub realizowaliśmy wspólne zamówienia.

Różnica? We wszystkim.

I to jest to clue, o którym pisaliście w komentarzach (choć częściej na priv, bo to delikatna sprawa, zahaczająca o reputację pracodawcy).

Wellbeing to nie jest jeden benefit-plaster. Wellbeing to SYSTEM.

To cała kultura firmy, która rozumie, że człowiek nie jest maszyną. Jest ŻYWY. I potrzebuje ruchu, odpoczynku i dobrego „paliwa”.

Jest takie słynne powiedzenie, że “kultura zjada strategię na śniadanie”. Ja mówię, że kultura zjada na śniadanie każdy, nawet najdroższy benefit.

Co pracownikom po karcie sportowej, kiedy szef drze się na nich i wyzywa od idiotów? W jaki sposób to wspiera ich dobrostan, skupienie, zdrowie psychiczne i kreatywność?

❓ Pytanie do Was: Jak Wasze firmy wspierają Waszą codzienną energię? Co realnie działa, by zapewnić Wam czas na przerwę, ruch i dobry posiłek?

❓ Jakie macie na to sposoby, zwłaszcza w modelu hybrydowym (praca zdalna vs. praca w biurze)?

Powiązane artykuły

Wybieramy je w oparciu o kategorie i najnowsze publikacje na blogu.