Ten ślub prawie się nie odbył

Opublikowano 30 maja 2025
2 min czytania
Ten ślub prawie się nie odbył

⛪ Ten ślub prawie się nie odbył.

Nie, to nie jest clickbait. To jest moja prawda.

Wszyscy myślą, że ślub to bajka. Mój prawie się nie wydarzył. Bo przez lata nie było na niego miejsca w moim życiu.

Ale po kolei.

Kiedyś napisałam viralową publikację, w której przyznałam, że nie radzę sobie ze stresem.

Jak to możliwe? Nicole – ta, która zawsze wchodzi na scenę z uśmiechem, rozbawia, tryska pewnością siebie, dzieli się wartością. Ta młoda, która już tyle osiągnęła?

Otóż… radziłam sobie ze stresem. Ale jakim kosztem?

Przez lata byłam człowiekiem-orkiestrą. Z kalendarzem w ręku, z głową pełną deadline’ów i sercem, które coraz rzadziej biło dla czegokolwiek poza pracą.

Etat, firma, wykłady, książka, projekty. Z zewnątrz – bajka. W środku – pustka.

Coraz częściej schodziłam ze sceny i łapałam się na myśli:

💭 „Wszyscy mi gratulują, a ja nie czuję dumy.” 💭 “Oni mnie podziwiają, a ja nie czuję z siebie zadowolenia.” 💭 “Oni myślą, że mam świetne życie, a ja… nie mam nic poza tym.”

Relacje stawały się kolejnym punktem do odhaczenia. Najbliżej byłam z fizjoterapeutą i… tabletkami przeciwbólowymi.

A mój facet? Po każdej konferencji czekał na mnie w hotelowym pokoju. Każdy mój tekst, podcast, decyzja biznesowa przechodziły przez jego ręce. Zawsze szczery, czasem brutalny. Wytrzymał to wszystko. Szczerze? Nie wiem, jak.

Pod koniec roku byłam wrakiem. Nie spałam, nie jadłam, nie czułam. Towarzyszył mi tylko kalendarz i lista zadań.

Wtedy sfrustrowana poszłam na konsultację z odporności psychicznej.

„Nie rozumiem, dlaczego moje ciało odmawia mi posłuszeństwa.” „Nie radzę sobie ze stresem!” – grzmiałam.

Dostałam kartkę z wartościami:

🔴 Ambicja, pieniądze, kariera - po jednej stronie. 🟢 Balans, wdzięczność, relacje, dobrostan - po drugiej.

– Nicole, nie da się mieć wszystkiego naraz. – usłyszałam od terapeutki.

Poczułam bunt, ale gdzieś w środku wiedziałam, że to prawda.

W końcu postawiłam siebie i nas na pierwszym miejscu. Przeszłam na swoje, odrzuciłam oferty, zaczęłam uczyć się bliskości.

Czy to było łatwe? Nie!

🍀 Dziś wiem, że czasem największa odwaga to zatrzymać się i podziękować tym, którzy byli przy nas, gdy my nie byliśmy przy sobie.

Ten ślub to nie nagroda za bycie idealną. To dowód, że warto się zatrzymać, spojrzeć w oczy drugiej osobie i powiedzieć: jestem tu naprawdę.

Nie chcę powiedzieć, że praca czy ambicja są złe. Ale dziś wiem, jak łatwo się w nich zatracić i zgubić uważność. Ja ją straciłam. Zatraciłam się w powinności, w poczuciu obowiązku – “robić, robić, robić”. A to nie dawało mi ani dumy, ani satysfakcji.

Dlatego dziś zachęcam Was do jednego: bądźcie uważni. Zatrzymajcie się.

Zadajcie sobie pytanie: „Po co to robię? Czy jestem szczęśliwy/a?” Bo czasem największy sukces to nie kolejny projekt, tylko też to, że potrafisz być w nim obecny – dla siebie i tych, którzy są tuż obok.

❓ Komu Ty dziś podziękujesz? Oznacz tę osobę. Świętujmy razem tych, którzy są z nami naprawdę.

Powiązane artykuły

Wybieramy je w oparciu o kategorie i najnowsze publikacje na blogu.